|
Kim jesteś? Zachęcającym czy zniechęcającym?
Dzisiaj ruiny znamy tylko z dalekich peryferii tego świata objętych kryzysem lub z filmów. Jako dziecko bawiłam się w okresie powojennym w domach, które były na wpół zburzone. Dla nas był to wtedy istny raj, jakby wprost stworzony do zabawy. W rzeczywistości były to budynki, które nie mogły spełniać swojego zadania, ani też do niczego się nie nadawały. Chyba, że tylko do tego, by je do reszty zburzyć.
Ruiny są strasznym widokiem, ale czy nie znamy przypadkiem żyjących ruin? Ludzie, którym my lub inni stopniowo wyrządziliśmy szkody, czy to przez czarne pociski naszej krytyki, czy też przez lekceważące pogardzanie nimi, patrzenie na nich z góry?
„To ci się nie uda!” – pierwszy strzał. ”Na Tobie nie można polegać!” – drugi strzał. ”Dlaczego nie jesteś taki, jak inni mężczyźni?” – trzeci strzał.
Poczucie własnej wartości jest zaatakowane lub całkiem zniszczone. Czy we współżyciu z ludźmi, którzy mnie otaczają, z którymi pracuję, należę do grupy niszczących? Ile razy już pomogłam uczynić z „ludzkiego budynku” ruiny? Musimy przy tym pamiętać, że Bóg nie powołał nas do zespołu niszczącego, ale do grupy, która odbudowuje. W Liście do Hebrajczyków 3,13 czytamy:”...zachęcajcie się wzajemnie, każdego dnia, dopóki trwa to, co ‘dziś’ się zwie”. I dalej w 10 rozdziale, w.24: ”Troszczymy się o siebie wzajemnie, by się zachęcać do miłości i do dobrych uczynków”.
A więc moim powołaniem jest to, abym zachęcała z całego serca każdą osobę, którą Bóg postawi na mojej drodze. Mogę pomóc w tym, aby ci ludzie stali się pięknymi, mocnymi „budynkami”, aby zostali odbudowani.
Ale jak mam to zrobić, kiedy nie mam wystarczająco siły dla samej siebie w biegu przeciętnego dnia?
Odbudowa samego siebie
Do tego celu mogę „wykorzystać” Boga, który żyje we mnie, jeśli oddałam Mu moje serce i życie (Łk 11,13). Więź z Niebiańskim Ojcem odbudowuje wewnętrznie przez modlitwę i codzienne rozważanie Słowa Bożego. Nie pozwalam się ograniczyć tym, co obecnie widzę w danym człowieku. Ważniejszy jest w nim potencjał oraz rozwój, który on może jeszcze przejść. Najlepiej jak umiem staram się nie zmieniać tych ludzi np. życząc sobie, aby (on, ona) był bardziej rozmowny, porządny, delikatny, pilny, ambitny, itd.
Jest rzeczą niemożliwą, by wybudować stabilny dom, kiedy człowiek cały czas chciałby zmieniać plan jego budowy. Tak samo niewiele zyskam w odbudowie człowieka, mając w sercu ciągle życzenie, aby go zmienić. On będzie czuł, że nie akceptuję go takim jakim jest, jakim zaprojektował go sam mistrz, czyli Bóg.
Już jako dziecko byłam osobą z temperamentem. Moja istota kipiała nieograniczoną radością i to należało do mego głównego planu. Jakże boleśnie też odczuwałam odrzucenie z tego powodu. „Urszula musi być bardziej spokojna” – taka uwaga prawie zawsze znajdowała się w dzienniczku w rubryce: sprawowanie. Jak mam to osiągnąć, kiedy każda cząstka mej istoty wypełniona jest pulsującym życiem? Nie osiągnęłam tego, zwłaszcza jako dziecko.
Byli też jednak ludzie, którzy doceniali mój temperament i widzieli we mnie potencjał. Nigdy nie zapomnę dyrektora szkoły podstawowej, który kochał właśnie tę „niespokojną” Urszulę. Nie zapomnę też nauczyciela szkółki niedzielnej, który przyjmował mnie poważnie jak dorosłą osobę. Bycie akceptowanym takim jakim się jest w głębi swej istoty jest dobrodziejstwem, które jest najważniejszą formą odbudowy.
Ochrona niepowtarzalności człowieka
Ten „dom” (człowiek) jest unikatem desygnowanym własnoręcznie przez Stwórcę, Boga. Unikaty są bardzo wartościowe i drogie. Dlatego też chęć uczynienia z nich taniej kopii nie byłoby rzeczą mądrą.
Niestety często próbujemy zburzyć niepowtarzalność człowieka przez pociski naszej krytyki. Jego szczególne cechy właściwe tylko jemu i bycie innym, wywołują w nas pragnienie, by nagiąć go do człowieka naszych norm lub do normatywnego chrześcijanina. Ludzie, którzy są oryginalni wywołują w nas często takie negatywne odczucia: zazdrość, uczucie niższości czy niepewność. Jest jednak o wiele mądrzej wspierać unikalność ludzi (np. naszego męża, dziecka, żony lub przyjaciółki) i zachęcać ich do bycia oryginalnym. Tacy ludzie czynią życie interesującym, ożywiają je, a Bóg sam chętnie ich używa. Biblia jest pełna takich przykładów.
Świadome baczenie na myśli
Nastawienie mego serca oraz myśli na temat innych są koniecznym fundamentem dla skutecznej zachęty, dlatego że „... czym wypełnione jest serce, to wychodzi przez usta” (Mt12,34).
To oznacza, że nie jest ważne jak bardzo staram się nie wypowiadać moich krytycznych uwag. Wcześnie czy później wypłyną one niepostrzeżenie, nawet jeśli mamy nasz język pod kontrolą. Każda matka jest w stanie pokazać dziecku, że coś się jej nie podoba, chociażby przez odpowiedni wyraz twarzy. Jeżeli nie poskramiam moich myśli, lecz myślę negatywnie o ludziach, zastanawiam się nad ich słabościami i rozmyślam o moim rozczarowaniu względem nich, nie uda mi się zbudować ich ”budynku”.
Bóg radzi w Liście do Filipian 4,8, aby skierować swe myśli o tej osobie na to wszystko co: ”...prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały”. Myśl o tym! Wypisz jej (jego) wszystkie pozytywne cechy i wypełnij tym swoje myśli! Dopiero teraz pozwól swoim ustom wypowiadać to, czym opływa twe serce.
Wypowiadanie słów zachęty
Dlaczego trzeba wyrażać koniecznie w słowach to, co myślę o drugiej osobie. Czy nie wystarczają moje dobre myśli i przychylne nastawienie? Nie! Ponieważ słowa mają moc! One sprawiają w naszej głębi przemianę.
W Księdze Przysłów 16,24 czytamy: ”Słowa pełne łaski są jak plaster miodu, słodyczą dla duszy, zdrowiem dla kośćca”. Cóż za wspaniałe działanie! „Jak złote jabłko na srebrnej misie, takim jest słowo powiedziane w swoim czasie” (Przysłów 25,11).
Nasze słowa uznania są więc bardzo kosztowne. Przy tym mnie jako dawcę prawie nic nie kosztują. Każdy z nas może codziennie rozdawać takie prezenty! Czy ta propozycja nie jest wspaniała? Z drugiej strony ludzie, którzy nigdy lub w bardzo małym stopniu otrzymali prawdziwe uznanie, szczególnie tak długo jak są dziećmi, są zagrożeni. Później albo nie umieją przyjąć pochwały bez męczącej nieufności albo są podatni na każdy rodzaj pochlebstwa . Jeżeli nie obdarzymy siebie nawzajem w rodzinie koniecznym werbalnym uznaniem, mąż lub dzieci będą szukać uznania gdzie indziej, także u negatywnych źródeł: np. w złym towarzystwie, gdzie otrzyma słowa uznania.
Słowa uznania
Kiedy pochwaliłam mego syna: „Krzysiu ten samolot z klocków LEGO zrobiłeś naprawdę kapitalnie”, pogładziłam go po głowie. „Zrobisz to, uda ci się to!” – ta zachęta wymaga tylko przyjacielskiego poklepania po ramieniu, a serdeczny uścisk dłoni może towarzyszyć słowom: „Dziękuję za twoją wierną pomoc”. Mowa naszego ciała (gesty, mimika) zdecydowanie wzmacniają nasze uznanie.
Zapewnianie ochrony
Każdy budynek potrzebuje dachu, zapewnienia mu ochrony, ciepła rodzinnego i bezpieczeństwa. Bez dachu budynek ten zostałby wydany na działanie naturalnych żywiołów. Burza,deszcz, śnieg czy grad niechybnie zniszczyłyby go. To dotyczy również ludzi, szczególnie wtedy, gdy życie staje się burzliwe. A więc uchroń twego męża, dziecko, przyjaciółkę, wszystkich, których chcesz zbudować. Nie pokazuj każdemu ich słabostek i ciemnych stron. Nie opowiadaj każdemu o błędach, które popełnili. Nie kompromituj ich, nie demaskuj, lecz daj im „dach” - ochronę z twojej lojalności i wierności.
Zastanów się jeszcze raz: czy należę do grupy niszczącej czy naprawiającej? Boży zamiar dla mego życia szczególnie jako kobiety jest jednoznaczny: ”Otwiera swe usta z mądrością, miła mowa jest na jej języku” (Przysłów 31,26). Znam takie kobiety. Po przebywaniu z nimi zawsze czuję się bardziej wartościowa, uskrzydlona i bardziej odważna. Osobiście również chciałabym być taką osoba. Któż z nas chciałby być odpowiedzialny za wyburzenie ludzkich ruin w naszej okolicy? Jest przecież o wiele bardziej uszczęśliwiającą rzeczą budować razem z Bogiem niepowtarzalne, mogące wiele unieść domy, które później same będą wyposażone do tego, by dodawać innym odwagi i by dawać potrzebne im wsparcie.
(U.H. )
|
|