|
Być związanym?
Nie, on z Bogiem i kościołem nie chciał mieć nic wspólnego. Kiedy jego żona szła w niedzielę na nabożeństwo , on szedł z dwoma psami na spacer. " Kościół i wiara to rzecz kobieca " - mówił. Pewnego dnia zmieniało się to zupełnie.
Kiedyś jego żona poszła na ewangelizację . Potem z entuzjazmem opowiadała mu o niej : " Ty musisz tam pójść . To było świetne. Przyszło tak wiele młodych ludzi. Ewangelista miał porywające kazanie ".
Najpierw chciał się wymigać, ale kiedy żona nie dawała mu spokoju, zgodził się.. Następnego wieczoru pojechali na ewangelizację. Podczas nabożeństwa zdarzyło się to, co Biblia określa : "poruszeniem do głębi" ( Dzieje Apostolskie 2, 37). Przy wezwaniu do decyzji przyjęcia Jezusa Chrystusa powiedział on do żony : " Teraz idę naprzód . " Ona spojrzała na niego : " Ty ? To jest niemożliwe. Ty musisz się najpierw zmienić ! ".
Ta reakcja zaszokowała go. Był pełen niepewności. Nastąpiła niespokojna noc i następny dzień. Wieczorem znowu poszli na ewangelizację.
Przy zachęcie do wyjścia do przodu, aby przyjąć Jezusa , na wszelki wypadek wyjaśniłem : " Możecie przyjść do Jezusa takimi jakimi jesteście. Nie musicie się najpierw zmieniać . To czyni Jezus. Zaufajcie Mu teraz. Podejmijcie decyzję, która odnowi Wasze życie ".
Wtedy żona dała mu kuksańca i szepnęła : " Teraz możesz iść! " Jednak wstał nie tylko on, ale również jego żona . Tego wieczoru stało się jasne , że także jej osobisty stosunek do Jezus Chrystusa musi się zmienić. W modlitwie oboje podjęli decyzję naśladowania Zbawiciela.
Jeszcze tego wieczoru odwiedził on swoją ulubiona restaurację i wyznał publicznie, że oddał życie Jezusowi. Wywołało to gorącą dyskusję, a On wiedział już , że był tam po raz ostatni.
W każdą niedzielę uczęszczali na nabożeństwo a w środę brali udział w godzinie biblijnej. Bóg darował mu gorące serce dla ludzi, którzy – podobnie jak on przed nawróceniem - żyli bez Boga i kościoła . Jego warsztat stolarski stał się teraz centrum ewangelizacji. Nikt nie opuścił warsztatu, zanim nie usłyszał ewangelii.
W końcu przyszedł dzień, w którym on i jego żona zostali przyjęci do Kościoła.. Chcieli bowiem być nie tylko gośćmi , ale także należeć do wielkiej rodziny zborowej. Jezus Chrystus, Pan Kościoła , powołał oboje do swojej służby .
Niestety, wielokrotnie doświadczałem tego, że ludzie , którzy się nawracają , nie czynią następnego kroku – nie przystąpują do lokalnego kościoła . Ich pogląd brzmi zawsze: Bóg tak - kościół nie! Od czasu do czasu przychodzą oni na nabożeństwa i inne uroczystości. Ale nie chcą wiązać się z żadną społecznością..
Spotkałem kiedyś na Konferencji Wiary człowieka, który mi promienując objaśnił, że jest " koalicyjnym chrześcijaninem " . Poprosiłem go, aby mi to objaśnił.
" Chodzę wszędzie, gdzie odbywają się szczególne i nadzwyczajne zgromadzenia ”. Gdy zadałem pytanie o jego zaangażowanie w jakimś kościele, promienie z twarzy znikneły.
Podczas takich rozmów myślę zawsze o jednym wersecie z Biblii: : " Pan zaś codziennie pomnażał liczbę tych , którzy mieli być zbawieni” ( Dz.Ap. 2, 47).
Nie można być chrześcijaninem zawieszonym w próżni. Kto podejmuje decyzję naśladowania Jezusa , musi wcześniej czy później przyłączyć się także do lokalnego Kościoła.
(u)
|
|