|
Bogaty sąsiad
Pieniądze szczęścia nie dają - to przysłowie szybko przychodzi mi na myśl, gdy myślę o Ryszardzie. Był on synem bogatego przedsiębiorcy z sąsiedztwa. Zazdrościłem mu jak wszyscy.
Też chciałem mieć taki samochód jak on i poznawać uroki dalekich krajów.
W zakłopotanie wprawiało mnie to, że moja pobożna rodzina musiała liczyć się z każdym groszem, podczas gdy on, będąc sceptykiem, mógł spełnić każde swoje życzenie.
Pewnego dnia Ryszard uległ wypadkowi. Jego samochód został doszczętnie zniszczony. On cudem ocalał i powoli wracał do zdrowia.
Poczułem wewnętrzny nakaz, by odwiedzić go w szpitalu. Sprawiał wrażenie ucieszonego z wizyty. Poczułem się trochę niepewnie. Czy znowu będzie ze mnie drwił? – pomyślałem.
Nie, tym razem było inaczej. Zauważyłem, że coś go gnębi. Wreszcie „pękł”. Jego życiem kierowało zgubne „kiedy...”: kiedy wrócę ze szkoły..., kiedy skończę studia..., kiedy rozpocznę robić interesy..., kiedy będę miał najlepszy samochód..., kiedy zrobię to i tamto..., - wtedy będę szczęśliwy.
Ryszard żył zawsze nadzieją do następnego „kiedy”. W końcu przestało go to bawić. Cóż mogło mu jeszcze zaoferować życie? Zasmakował przecież wszystkiego! A mimo to nie znalazł zaspokojenia.
Byłem zszokowany, gdy wyznał mi, że umyślnie wjechał na drzewo, bo chciał popełnić samobójstwo. Miał wielki żal do swoich rodziców, że nie wpoili mu innych wartości. Nie ukazali innej drogi i celu życia. Tobie i Twojej rodzinie zazdrościłem zawsze waszej wiary – dodał na zakończenie.
Podzieliłem się z nim swoimi doświadczeniami z Jezusem. Słuchał mnie bardzo uważnie. Widziałem po jego reakcji, że już wie, czego szukał. Postanowił zacząć nowe życie. Wreszcie znalazł to, co najważniejsze – drogę do Boga.
Jego wyznanie okazało się dla mnie dużym wsparciem. Od tego momentu rozumiem lepiej słowa Jezusa: „Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za duszę swoją?” \ Mt16,26\
E.S.
|
|